12.04 2019

 

Lesław Colata jestem. Po co komu ta informacja - nie wiem. Pojęcia nie mam, podejrzewać się obawiam, a domniemywać nie mam chęci. Na liście wyborczej mojego nazwiska nikt nie zamieści, bo i kto by na mnie głosował? Nikt szanujący się, to pewna!
Kredytu na moje nazwisko też nikt nie weźmie, bo jaką zdolność kredytową może mieć pracownik kultury?
Ale! Ale!
Umieścić może kto moje nazwisko na zaproszeniu. Zaproszeniu do teatru, opery, albo - ogólnikowo rzecz ujmując - na premierę.
A co to za premiera to już nie gra żadnej roli.
O otrzymywaniu zaproszeń marzę dniem i nocą - wszak nic nie ukazuje statusu czyjego, jak właśnie otrzymywanie zaproszeń! Stos zaproszeń piętrzący się na biurku jasno daje znać, że za rzeczonym biurkiem siedzi, kiwa się lub garbi osobnik uznany i znany, osobnik doceniony i nieoceniony, osobnik o szlachetnym fizys i nieskalanej fizjonomii.
Rzecz jasna - treść zaproszenia małe ma w tym wszystkim znaczenie. Niepodobna, bym z zaproszenia - teoretycznego, wyimaginowanego nawet (wymarzonego, pamiętajmy!) - skorzystał, jako że praca mi absolutnie nie pozwala. Praca odpowiedzialna, praca uszlachetniająca - taka praca, co nie hańbi, a jednocześnie taka, co uwzniośla! Uskrzydla! Co latać pozwala!
I tu przechodzimy do rzeczy. Lesław Colata jestem. Pracownik kultury.
Od dzisiaj, co piątek, będę się z Wami dzielił - szczodrze i po równo, z zapałem i biegle! - jak to jest w kulturze pracować.
W czyjejś - i swojej.
Bo kulturę, jak mawia poeta, zasadniczo należy mieć własną!

Światowid Na Poważnie Piątki W Światowidzie