24 maja 2019
Dzień rozpoczął się nienajlepiej.
Podkreślę, z pełną stanowczością - dzień rozpoczął się ze wszech miar w niezbyt dobry sposób.
Nie śmiem twierdzić, że porankowi towarzyszyły jakiekolwiek katastrofy na miarę braku kawy w pomieszczeniu socjalnym - a nadmienić należy, że te rzadkie sytuacje w istocie groziły niejednokrotnie wybuchem zamieszek w Ośrodku.
Daleki jestem także od stwierdzenia, że dzień rozpoczęły konflikty zbrojne pomiędzy działami promocji i merytorycznym - które to działy nastają na swoje życie od lat już i choć wrogość rozpoczęła się od podkradania sobie kubków i sztućców, w obecnej formie te dwie jednostki organizacyjne łączy szczera i gorejąca, niby ognie piekielne, nienawiść.
Niejeden dzień rozwijał się w krwawą wojnę, gdzie promocja pohukując groźnie o dedlajnach i mockupach, rzucała się do boju uzbrojona w wielokolorowy brystol i ciężkozbrojne zszywacze, merytoryka zaś, nie zasypując gruszek w popiele, zasypywała znienawidzonych wrogów gradem pocisków z pomiętych - i co ważniejsze - niepodpisanych faktur.
Co więcej - poranek nie był również przepełniony duszącą melancholią i przygniatającą tęsknotą za czasami młodości, nieodwrotnie utraconymi - a nadmienić należy, że wielu z nas, pracowników kultury, w chwilach wolnych oddaje się melancholijnym wzdychaniom, lubując się wręcz nadmiernie w subtelnym i wyniszczającym wspominaniu dawnych blasków chwały.
Nikomu dotąd nie udało się wytłumaczyć mi, co to za blaski chwały i jak jasne rzeczone były, ani właściwie jaki jest sens za nimi tęsknić, skoro nikt ich nie pamięta - nie ulega jednak wątpliwości, że to bardzo popularne hobby w naszych kręgach.
Właściwie rozpoczęcie pracy nie było nawet okraszone głośniejszym, niż zwykle zaśpiewem dzieci z pracowni, które niemal codziennie ćwiczą swe młode gardła w wydawaniu jak najgłośniejszych skowytów, zaśpiewów, okrzyków, kakofonii i kwileń.
Nie wiem zgoła, dlaczego to robią - ale wszyscy tłumaczą mi, że przyda im się to w dorosłym życiu.
Nie, moi drodzy. Dzień nie był skażony żadną z wymienionych nieprzyjemności.
A jednak rozpoczął go niesmak i gorycz - wręcz drętwota umysłowa i niejakie rozżalenie.
Wszystko to wywołane świadomością, że dnia poprzedniego obchodzony był Światowy Dzień Żółwia.
Nie mam nic przeciwko temu szlachetnemu, opancerzonemu zwierzątku - ale jednak trochę przykro, ze obchodzony jest jego dzień - a dzień Lesława to już nie...
Światowid Na Poważnie Piątki W Światowidzie