17 maja 2019

 

Każdy dzień rozpoczynamy rytualnym, wspólnymi piciem kawy. W trakcie tegoż picia mówimy sobie nawzajem miłe słowa, dzielimy się czekającymi nas obowiązkami, doradzamy jedno przez drugie (czasem nawet rzeczonych rad słuchając - ale nie nazbyt często), tubalnie się śmiejemy (to nie żart, prawdziwy tubalny śmiech wymaga wielu miesięcy ćwiczeń i wyrzeczeń); niczym maorysi przed bitwą zdrowo pohukujemy - słowem - dodajemy sobie otuchy przed ciężkim dniem pracy.
I właśnie podczas tego, jakże potrzebnego, rytuału, jeden z naszych wieloletnich pracowników powstał, zamachał kubkiem, tym samym wykonując gest coś tam znaczący i zakrzyknął głosem srogim, a desperackim:
-Ja już nie mogę! Nie mogę! No, jeszcze wczoraj mogłem, jeszcze wieczorem myślałem, że będę mógł dzisiaj! Ale nie mogę! Jak Was wszystkich kocham, tak nie mogę!
Raban się zerwał natychmiast. Jedni starali się innych uciszyć - no bo w końcu to jego sprawa, że on nie może, to wręcz sprawa prywatna i personalna, nic nam do tego, co to, to nie, wręcz za dużo to dla nas informacji i powinniśmy to zbyć milczeniem, z szacunkiem się do jego niemocy odnosząc. Drudzy natychmiast rzucili się w jego stronę, by sprawę naświetlić, by jak najszybciej wyciągnąć zeń, czego nie może. Inni zaś poczuli się odpowiedzialni za dopomożenie mu - nawet i bez dowiedzenia się, w czym tkwi problem; pewni, że potrzebuje naszego wsparcia, natychmiast jęli go pocieszać, doradzać, obiecywać, że wszystko będzie dobrze, zapewniać, że tak naprawdę, to tylko mu się wydaje, że nie może, że tak naprawdę może - ba! że jego możność przerasta możność każdego innego pracownika!
Równocześnie z podejmowanymi działaniami w naszych sercach zalęgli się wrogowie zdrowego rozsądku. Lęk i zwątpienie przebrzydłe.
Czego on nie może? Jakaż desperacja nakazała mu wykrzyczeć to przy kawie? Co dzieje się w jego życiu prywatnym? A może to coś związanego z pracą? Może to protest, krzyk tonącego, może wołanie o pomoc, a może prywatna walka z systemem?
A co, jeśli ta niemożność jest zaraźliwa?!
Co mniej odważni zaczęli uciekać. Co bardziej brawurowi - szukać tarcz i broni, aby z werwą i zaśpiewem na ustach dać odpór niemocy. Co bardziej przebiegli zaczęli liczyć na szaber, jaki następuje po wszelkich działaniach zbrojnych...
Dopiero po pół godzinie biedakowi winnemu całego zamieszania udało się dojść do głosu i wytłumaczyć, że dnia poprzedniego stwierdzono u niego nietolerancję laktozy, w związku z czym, wbrew sobie i niezależnie od własnych chęci, nie może on już z nami pić kawy z mlekiem...

Światowid Na Poważnie Piątki W Światowidzie