Dlaczego „Światowid”?
Siedziba Światowida ma swoją fascynującą historię i zaczyna się na wrocławskim Sępolnie. Zbudowany w 1933 roku kościół autorstwa architekta Alberta Kemptera do 1945 r. służył niemieckim ewangelikom. Po wojnie korzystali z niego polscy wierni, a po likwidacji kościoła w dawnej plebanii (Partyzantów 60) mieścił się internat studencki. Od maja 1959 r. w budynku działało kino „Młodzieżowe” i kino dla dzieci „Baśń”, które później połączono w kino „Światowid” z 420 miejscami. Nazwa dla kina została wyłoniona w konkursie „Słowa Polskiego”. Nawiązuje do wieży obiektu skierowanej w cztery strony świata.
W 1965 r. w poparafialnych salach powstał Dzielnicowy Dom Kultury Śródmieście, dobudowano też nową część obiektu oraz szklany łącznik. Filia ośrodka mieściła się „Pod Kolumnami“ przy ówczesnym placu Engelsa (dziś pl. Św. Macieja).
Początkowo w ośrodku działały pracownie artystyczne, gdzie pasjonaci mogli uczyć się gry na instrumentach, oddawać pasji modelarskiej, grać w szachy, czy szlifować warsztat teatralny. Z czasem do repertuaru atrakcji dołączyło też kino (w latach 90. XX w. kino Światowid i DDK Śródmieście scalono w Dom Kultury Światowid), kawiarnia, a nawet... kursy języka niemieckiego. Bezpłatne zajęcia gromadziły tłumy.
Dom Kultury pełen pasji
Dom kultury to przede wszystkim dużo entuzjazmu – uważa Bożena Barska, w latach 1987-97 dyrektorka placówki. „Siłą tego miejsca byli ludzie” – wspominają zgodnie dawni pracownicy i uczniowie. Tutaj rodziły się pasje i marzenia.
Bożena Barska: Rozpoczynając w 1987 roku tu pracę dyrektora zaczęłam od remontu, a potem gromadziłam załogę i powiem uczciwie, że mój największy sukces w domu kultury to właśnie załoga. Udało się takich fajnych ludzi zebrać, że nawet chłopak, który sprzątał, potrafił też wyjść z mikrofonem na scenę. Dom kultury niegdyś był taką konstrukcją prawną zwaną zakładem budżetowym, zakład budżetowy miał obowiązek zarobić 40 % dotacji, a my mieliśmy tyle kół, sekcji i imprez, że zarabialiśmy 70 %. Wcale nie było z tym łatwiej, bo ciągle byłam karana za zbyt duże dochody - obcinali mi dotacje (bo po co jej tyle pieniędzy jak ona sobie zarobi).
Anna Charewicz, jedna z pierwszych pracownic, prowadziła niedzielne „Poranki Pani Anki” – czytanie bajek i seanse filmowe dla najmłodszych. - To była bardzo dobra placówka - wspomina pani Anna - ale pracę często kończyłam o 22.00. Mój mąż, z ul. Partyzantów wypuszczał naszego psa, Aresa mówiąc «idź po Anię», on przybiegał, portier go wpuszczał i razem wracaliśmy do domu. Także nasze dzieci w tym domu kultury miały drugi dom.
Halina Czyżewska założyła tu teatrzyk lalkowy „Figielek”, który szybko zdobył sympatię dzieci i rodziców. Trafiła do DDKS zupełnie przypadkiem w 1970 r.: „Byłam po trzyletnim kursie lalkowym. No i któregoś dnia szłam sobie na spacer z moim ówczesnym mężem, widzę szyld „dom kultury“, weszłam i zapytałam, czy by mnie nie chcieli i chcieli“. Tak powstał teatrzyk lalkowy „Figielek” Poza salą prób, dla „Figielka” najważniejsza była pracownia, w której
Halina Czyżewska gromadziła wszystko do mogło się przydać. „Zbieraliśmy co się dało, np. z Kowar dostaliśmy wory wełny, odpady z produkcji. Z innej firmy dostaliśmy sztuczne futerka. Przez ścianę była modelarnia, i oni mieli listewki, kleje gwoździe. No to człowiek wchodził i mówił: „słuchajcie, jakbyście mi to do tego, tutaj…”.
Inne wspomnienie pani Haliny dotyczy córki, Patrycji Czyżewskiej, która od 2004 roku również prowadziła grupy teatralne w Światowidzie: „Występowaliśmy w WDK-u na Mazowieckiej, niecałe 2 lata moja córka miała, nie miałam co z nią zrobić, więc wzięłam ze sobą; na scenie w jednej kulisie stał fortepian. Posadziłam Patrycję na tym fortepianie, wokół którego leżały lalki do naszego spektaklu. No i trwa przedstawienie, z drugiej kulisy na scenę ma wjechać koń, bo to był "Kopciuszek" i królewicz wjeżdżał właśnie na koniu. W absolutnej ciszy, bo widownia jeszcze tego konia nie widzi, ale Patrycja, siedząc w przeciwnej kulisie już tak, słychać nagle jej głos "Mama, koń, koń, koń!". No i jak ona mogła się czym innym zawodowo zajmować?
Robert Szydło, dziś gitarzysta zespołu Mikromusic, w ośrodku na Sępolnie stawiał swoje pierwsze kroki. „Przygoda zaczęła się tak, że wracając z religii z kościoła św. Rodziny zawsze wracałem przez Sępolno i zimno, nie zimno, z nosem przy szybie obserwowałem zespoły. Nie stać mnie było na gitarę, więc kilka pierwszych zrobiłem sam”. Regularne lekcje zaczął latach 80 : „Nic nie było ważniejsze w ciągu dnia, niż przyjść do 17 – stki, gdzie mieściła się pracownia muzyczna i grać na gitarze – wspomina muzyk. W późniejszych latach dostał tu również posadę nauczyciela gitary. Zaszczepiona w Światowidzie pasja muzyczna pozostała mu do dziś: „Światowid był zawsze miejscem bardzo grzecznej kultury. Po ekstremalne doświadczenia to się chodziło do klubów studenckich. Tu przychodziło się na fajny koncert”.
W momencie, gdy dowiedziałam się, że są zamiary, by oddać mój kultury ponownie ewangelikom – wspomina Bożena Barska - zaczęłam się dowiadywać kto próbuje to robić. Poszłam w tej sprawie na zebranie z przedstawicielami Miasta, a potem skompletowałam dokumenty ośrodka i pojechałam na obrady komisji w Warszawie, na które zresztą nikt mnie nie zapraszał. Moja obecność dla komisji była dużym zaskoczeniem, ale dobrze, że pojechałam, bo choć przegrałam sprawę utrzymania domu kultury, to nie zostały zrealizowane plany, że w trzy miesiące mam zamknąć ośrodek i przekazać klucze! Wywalczyłam ponad rok na całość rozliczeń. Potem zostałam radną i moje działania przyczyniły się do tego, że szkoła przy Sempołowskiej, która od lat była wtedy w planach, ruszyła z budową i została oddana do użytku.
Rozstajne drogi
W 1996 r. budynek został przekazany ponownie po 40 latach przerwy do społeczności ewangelickiej, pełniąc funkcję Kościoła Garnizonowego Śląskiego Okręgu Wojskowego. Na zewnątrz budynku, do dzisiaj zachowała się tablica: „Dzielnicowy Dom Kultury”. A Światowid po kilku latach przejściowych w oczekiwaniu na nową siedzibę w 2001 roku rozpoczął swoją dalszą historię już jako Ośrodek Działań Twórczych przy Sempołowskiej 54A na wrocławskim Biskupinie.
Tekst jest pokłosiem rozmów historyczki dr Joanny Hytrek-Hryciuk prowadzonych w kontekście 60. lecia ODT Światowid z byłymi pracownikami Światowida z okazji przygotowywania przez nią spaceru historycznego.




